oddałam serce

To miasto jest zaprzeczeniem wszystkiego, co najbardziej podobało mi się 2 lata temu na zachodnim wybrzeżu. Ogromne bezdroża, wielkie przestrzenie niosące poczucie wolności, zróżnicowana natura ulokowana na tak małym obszarze, jakiej pozazdrościć może cały świat, ciepły klimat, mniejsze zatłoczenie, duża „intymność” podróżowania. Tego w Nowym Yorku nie doświadczysz. Paradoksalnie jednocześnie też oddajesz mu serce, a ust nie możesz zamknąć z wrażenia. Co więc sprawia, że nawet dla tak zagorzałych fanów natury, poszukujących zapierających widoków z wysokich gór, rajskich, dzikich plaż czy potężnych wodospadów to miasto jest spełnieniem marzeń? Odpowiadam – Klimat. A że mimo wszystko na mapie wciąż zostało mi kilka „nieodhaczonych” miejsc, które są warte zobaczenia i wciąż odczuwam, że gdzieniegdzie chciałabym pobyć dłużej – tak po prostu, bo mam na to ochotę i bo warto, to Nowy York wciąż pozostaje na mojej „liście marzeń” – może kiedyś jeszcze wrócę na kilka dni, a może kilka tygodni czy nawet na dłużej? Nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy – że niemożliwe nie istnieje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *