Przebodźcowanie. Życie wśród ekranów. Osaczenie.
Uświadomiłam sobie, że sen, sporadyczne wyjście ze znajomymi i czas na sportową aktywność to ostatnio jedyne momenty, gdy nie wciąga mnie jakiś ekran. W pracy szukam sposobów na ekspansje świata na chwałę technologii i cudzego szczęścia, w domu rozwijam albo swoje mini poletko biznesowe albo tych, którzy patrzą na mnie jak na eksperta. Wciąga mnie cały czas jakaś presja, że muszę to robić, bo inaczej… no właśnie. Bo inaczej co?
Moja lista o kuriozalnej nazwie „Odpoczynek” jest długa i tym samym przerażająca. Styczeń wygląda pracowicie. Ale już kilka wdrożeń jest w trakcie, kurkuma przyjęła przeprosiny, kawa poszła w odstawkę, ograniczyłam słodką platformę z życiem jak z obrazka, a jutro zaszaleję i zafunduję sobie dzień bez ekranów, za to z czarnym futerkiem i lasem na wyciągnięcie ręki. Czekam na Ciebie śniegu! I na Ciebie również – palmo, przejrzysta wodo i plażo bez zasięgu…