
Wzrastam. Różnicuję się. To proces niełatwy, a nawet i bolesny, ale muszę go przebrnąć, bo czuję, że na końcu czeka pewnego rodzaju spełnienie. Życie w takiej świadomości to życie pełnią. Rozumienie swoich uczuć, zachowań, współgranie z innymi – to coś, co chciałabym osiągnąć w najbliższym (albo i dalszym) czasie. Ten rozwój jest dla mnie istotnie ważny. Ten rozwój pozwoli zrozumieć błędy, zawalone sprawy, ale i mam nadzieje pokaże jak nie popadać w te same sytuacje. Ten rozwój jest też momentami tak trudny, że już niejednokrotnie odłożyłam na bok książkę, bo nie mogłam unieść swoich własnych łez i zwyczajnie musiałam zrobić sobie „przerwę” od przyswajania tak poruszających treści.
Tylko czy inni ludzie, których spotkam na swojej drodze, będą w stanie w podobny sposób patrzeć na życie i relacje? Mam wrażenie, że taka bliska więź i integralność ze sobą to wciąż wiedza tajemna, albo obszar, którego większość boi się „dotknąć”, naruszyć kamienną twierdzę, bo niewykluczone, że grozi rozsypaniem i niemałym bólem.