slow down

Ostatni kwartał tego roku jest totalnie szalony i gonię swój niewidzialny ogon. Ale chcę to robić. Uświadomiłam sobie, że to mój styl. Nie umiem w slow – food, travel, life ani nic innego. Może przy tak opanowanym charakterze moja energia musi ujść gdzieś indziej, w coś innego, a tym czymś jest mój czas prywatny, w większości poświęcany na to by się rozwijać osobiście, ale przede wszystkim by zobaczyć jak największy kawał tego cholernie pięknego świata.

Najzabawniejsze jest to, że w sumie nie rozpakowywałam się nawet z walizki, a znów pora by ją zapełnić. Częstotliwość podróży w ostatnim czasie przechodzi moje dotychczasowe doświadczenia i w sumie też pojęcie. I lubię to też z jeszcze jednego powodu. Bo żadna noc tak świetnie nie smakuje jak ta po powrocie do własnego łóżka…

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *