stay wild

Na ten weekend czekałam już kilka tygodni. Zawsze kiedy planuję Tatry to pogoda lubi nam krzyżować plany i pokazywać swoje humorki. Ale przygotowałam się na to dobrze, obserwując bacznie prognozy, będąc gotową na spontaniczne pakowanie ubrań i sprzętów, wybrany w technice „last-minute” nocleg w przepięknym Zębie też potwierdza, że czasem brak większego planu to droga do sukcesu. I sukces został osiągnięty, a ja podobnie jak dokładnie rok temu, łapałam pierwszą opaleniznę na nosie właśnie nie gdzie indziej, lecz w ukochanych Tatrach.
Nie ma ze mną spekulacji – to jest zdecydowanie najpiękniejszy obszar w Polsce i to tam najbardziej lubię ładować swoje życiowe baterie, staczając walkę z samym sobą w drodze na szczyty, a potem delektując się tym małym „zwycięstwem” i dziękując za tak łaskawe życie…

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *