Momentami stoję pośrodku pewnych zagwozdek. Jak powinno wyglądać poprawne życie? Czy już powinnam myśleć poważnie, czy nadal pielęgnować szum w głowie? Czy mam planować pieczołowicie przyszłość, czy mogę częściowo oddać się nurtowi? Czy spodnie z przetartymi dziurami są ok, czy powinnam już nosić się jak na dorosłego człowieka przystało? Zmierzam na przód krok po kroku po swojej mapie, czy może oddaję się intuicji? Jednoznacznej odpowiedzi na to jedne z wielu pytań nie poznam ani teraz, ani prawdopodobnie nigdy.
Jedyne czego na ten moment bardzo pragnę to spokoju, bo zrozumiałam, że czując spokój – czuję szczęście. A spokój to czasem przewrotnie wręcz największe zamieszanie – szalony „bieg” jak te ostatnie kilka dni organizacji wyjazdu do Hiszpanii i rezerwacja noclegu tuż przed samym odlotem. A czasem chwila, gdy wreszcie znajduję miejsce, w którym jestem w stanie wyciszyć się w 100%. „Spokojem” będzie głośny koncert ulubionego wokalisty, wyczekiwanie pod sceną, wspólny śpiew. Innym razem to spacer z tym samym miłym pieskiem po dobrze znanym lesie. Każdy ma na to inną definicję. Ale każdemu życzę osiągnięcia tego stanu. Poczucie sensu.