Throwback Friday

Kiedy kilka dni temu Facebook przypomniał mi, że dwa lata temu zaczęło się moje podróżnicze szaleństwo, które utożsamiam z naszym tripem do USA, nastrój od razu poszybował w przestworza… To jest jedna z najpiękniejszych cech podróżowania – tych udanych wypadów tak naprawdę się nigdy nie kończy. One trwają już na zawsze, w materialnych rzeczach, w archiwum na komputerze i tysiącu plików, w Twej duszy i sercu. Przy każdym otwarciu albumu ze zdjęciami, gdy wspominasz z przyjaciółmi odwiedziny niedźwiedzia na campingu, gdy Facebook przypomni Ci po czasie udostępnione zdjęcie, lub kiedy ścierasz kurz z ramki, a w niej widzisz siebie nad przepaścią Wielkiego Kanionu czy otwierasz lodówkę, na której drzwiach dumnie wisi magnes prosto z Kalifornii.
Stany to inny kraj – porównanie do filmu nie będzie tutaj błędne. To mieszanka wolności, przaśności i tandety, połączonej z niepowtarzalnym klimatem i stanem umysłu. Miks wielkiego świata z miejską dżunglą na czele i ulicami pełnymi bezdomnych z wyboru oraz niesamowitych darów Matki Natury. Wielkie i długie autostrady, równie duże samochody, tony masła orzechowego w każdej postaci, obskórne McDonald’sy, głodne niedźwiadki w parkach narodowych, surferski klimat zachodniego wybrzeża i tak by można jeszcze wymieniać… Miejsce, które w naszym życiu ciągle przewija się w rozmowach i planach, miejsce, które mocno podniosło poprzeczkę kolejnym naszym podróżom i które wyznaczyło nasz unikalny styl zwiedzania oraz to, które do końca życia pozostanie na specjalnym miejscu w sercu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *