w góry

Kiedy dziś usłyszałam, że z planami na weekend nie ma dramatu, bo jest Netflix (!) poczułam wewnątrz ogromną wdzięczność – za to, że choć czasem kłody pod nogi sypią się same, choć utraciłam już wiele cennych Skarbów, to moje własne życie staram się układać tak, by nie pozbyć się z niego barw i nie zapominać o tym, co naprawdę kocham robić, a o tych, na których mi zależy, dbać należycie. Bo jakimś dziwnym trafem hity kinowe czy topowe seriale szybko uciekają mi z głowy, ale tej pięknej, słonecznej soboty na szlaku, nie zapomnę nigdy. Nie zapomnę wiatru, który wprawiał cząsteczki śniegu w ruch i całość sunąc po nachylonym stoku tworzyła niesamowity spektakl. Nie zapomnę też zapadającego się, niewygodnego w trekkingu pod strome podejście śniegu, ani nogi postawionej na szczycie. Będę też pamiętała, jak w 1,5 h zbiegliśmy z Kasprowego Wierchu, tanecznym krokiem docierając do parkingu czy zaliczonej w środku lasu „gleby” przez niesforne raczki, które postanowiły się połączyć w parkę. Te wszystkie małe rzeczy składają się na piękne życie, pełne wspomnień, satysfakcji, uśmiechu, które przydadzą się w momentach kryzysu, w gorsze dni czy gdy w życie znów zajrzy żałoba i smutek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *