Nie wiem, czy to ten wczorajszy miły wieczór, czy błękit nieba za oknem, a może po prostu ciepła kawa i slow poranek w piżamie. Odnalazłam dziś tę życiową siłę, która napędza do działania nawet w kryzysowych momentach. Liczę dni – do ciepła, do słońca, egzotyki, do odkrycia czegoś nowego, zupełnie nieznanego. Powoli uświadamiam sobie, że przerwa od zmartwień nadchodzi. Że nowy ląd i nowe doświadczenia nadchodzą. Po 3 latach przerwy, pewnego rodzaju uwięzienia, czekam na tę chwilę, gdy oczy znów się zaświecą z wrażenia. Ze szczęścia.