Ten czas, kiedy jak nigdy obroty musiały zwolnić, dwa koce nie wystarczają, a cały listek pigułek skończył się po 3 dniach, jestem bardziej niż kiedykolwiek świadoma i zdeterminowana – potrzebuję odpoczynku. Fizycznego wynudzenia się, a psychicznego zdystansowania do wszystkiego, co mnie otacza. Jak nigdy to czuję, że to mus. Ale w życiu bywa często na przekór i – o ironio – nie zapowiada się w najbliższym czasie okazja na głębszy oddech i doładowanie baterii.
Plany na ten rok są ogromne – już miesiąc za nami, więc odczuwam większą presję, że tylko 11 kolejnych podobnych mam na to, aby wdrożyć choć częściowo w życie to, co sobie na nie wymyśliłam. Ale chyba do tej kupki aspiracji muszę dodać jeszcze jedną: taki zwyczajny urlop – jak za dawnych lat, kiedy udawało mi się poczytać książkę czy po prostu pobyć z ludźmi. Kiedy mogłam bez limitu leżeć w wodzie bezwładnie i oddawać się falującemu morzu. Kiedy ważniejsze było z kim, a nie gdzie. Kiedy skóra, włosy i oczy złociły się w jednym odcieniu. Tęsknię za tym, a co więcej – tego dokładnie pragnę. Poczuć lato i wakacyjny klimat całą sobą.
https://www.youtube.com/watch?v=1F9jesjJMz0
