Czy sen o Nowym Yorku to już wystarczający dowód, do jakiego miasta mnie ciągnie i na jak długo? Czy rozsypane dziś na stole puzzle, z których wkrótce ułożę Most Brookliński, również?
Nowy York był totalnym mixem doznań. Podróżniczo – perła! To takie miejsce, które zadowoliło mnie na 200% i był to strzał Amora od pierwszej chwili. Do dziś pamiętam pierwsze wyjście z podziemnej kolejki wprost na Manhattan. Nie przeszkadzał mi tłum, ani wielka walizka. Po długiej podróży mogłabym ją ciągnąć przez pół Manhattanu, tak bardzo byłam spragniona by doświadczać tego miasta. To był po prostu sztos.
A potem nadeszły zza oceanu złe wiadomości, które sprawiły, że Nowy York i Florydę zwiedzałam ze łzami w oczach. Tamten czas doskonale obrazuje metaforę życia, które ciągle serwuje nam szerokie spektrum uczuć i doznań. Nic nie jest trwałe, ani dane na zawsze, ale to w jaki sposób będziemy się cieszyć małymi sukcesami oraz łapać chwile i piękne „obrazki” do pamięci – zależy już tylko od nas.
