
Jeszcze więcej pracy. I jeszcze większa dziura w sercu. Wciąż czas jest, ale mnie dopada każdego dnia mega dół, bo wiem co nadchodzi. I choć jestem pewna, że sobie z tym w końcu jakoś poradzę to daję sobie przeżywać te emocje. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Nikt nie obiecywał, że będzie tylko przyjemnie. Listopadowe 4000 mil zamieniło się nagle w test zwykłego życia. I to życie zaskakująco miło przebiega. Gdyby ktokolwiek kiedykolwiek mi powiedział, że znajdę się w takiej sytuacji, popukałabym się po czole. Dzisiaj wiem, że nawet niemożliwe scenariusze potrafią mieć odzwierciedlenie w życiu – nie tylko w kolejnym serialu na Netflixie. Jak to mawia S. : „Magic”.