Początki roku bywają trudne. Założyłam wrotki i pędzę – przez obowiązki, przez pseudo-korpo-kołowrotek, z minimalną uwagą dla ciała, jeszcze mniejszą dla snu, odrobinką balansu nad stołem pełnym puzzli, urwanymi spotkaniami z bliskimi, uszami pełnymi słów, które mają pomóc mi się wzmocnić na własny sposób. W międzyczasie gdzieś z tyłu głowy dopada mnie na moment świadomość, że nawet do końca nie wiem, po co to wszystko – jaki ma to sens. Ta praca, to życie, ten świat, to czym żyjemy w internecie i co jest realnie prawdziwe, to co przyjmujemy za pewnik i ta prawda, do której tak trudno w tych czasach dotrzeć – a czasem nawet wielu się nie chce nad tym pochylić. Trudno złapać w tym wszystkim balans, ale to co jest pewne i zarazem sprawiedliwe, że na koniec i tak bez względu na wszystko czeka nas ten sam los.