Rzadko kiedy pamiętam sny, dlatego założyłam sobie kiedyś w swojej głowie, że ich raczej nie mam. Kilka w roku się zdarzało. Ot tyle.
W tym tygodniu… – każdej nocy inny. Z innym bohaterem. W innym miejscu. Wszystkie jednak połączone – to projekcja tego, o czym ostatnio tak intensywnie myślę. To wizualizacja tęsknot i obaw. To coś, co nie daje mi nawet spokojnie 'odpocząć’ nocą. To motywator do podjęcia kroków?
Wyciągnęłam z szuflady notatki – zapiski tego, co dalej. I na tych notatkach rok temu się skończyło. Chyba za mało próbowałam, za mało się starałam. Za bardzo zasłaniałam się obowiązkami związanymi z pracą. Ale wracam na odpowiedni tor. To ja jestem reżyserem tej historii.
PS. Ta płyta… <3